Słońce świeciło wysoko nad Deszarjem. Powietrze było ciężkie i lepkie, z dala słychać było jazgot targowiska. Serseri przystanęła w cieniu bramy, wyrywając się z nurtu tłumu. Taka duchota nie wróżyła dobrze. Nie padało od miesięcy, studnie zaczynały wysychać, wczoraj znów słyszeli o pomorze zwierząt na północ od miasta. Ciężko ocenić co wybuchnie najpierw : płomień buntu, czy może miasto zmiecie fala zarazy ? Uśmiechnęła się pod nosem. Najwyższy czas poszukać nowego miejsca. Nigdy nie zostawała na dłużej, a tu najwyraźniej zaczynało robić się zbyt gorąco. Pisbogaz sam sprowadził na siebie koniec, kiedy ów nastąpi nie było kwestią tygodni lecz dni. Musiała się spieszyć. Wczorajszy wypadek uświadomił jej powagę sytuacji. Rana była niewielka, lecz mogła poskutkować blizną. W jej profesji nie byłoby to pożądane. Anonimowość, brak znaków szczególnych. To właśnie pozwalało jej na rozpływanie się w tłumie. Ciekawiło ją tylko gdzie podział się Sinsi.
Plebs przypomniał jej o rzeczywistości gdy ruszyła w stronę dzielnicy zielarzy ...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz